mar 27 2005

światło


Komentarze: 3

sulpiryd biore juz 4 moze i nawet 5 tydzien... [wydaje mi sie ze zaczyna dzilac...] doszly tez proszki na uspokojenie... nie mam juz totalnych dolow, tylko czasem pojawiaja sie mysli o smierci... nadal ciagle mysle o pokrwawioncyh dloniach... zostal tylko smutek... czuje sie tak mala i delikatna... jakby kazdy podmuch wiatru mogl mnie zabic...

w swojej rozpaczy, gniewie, pragnienu smierci i krwi czulam sie taka bezpieczna.. tak dobrze znalam ten grunt... i poniekad czulam sie tam lepiej...

jestem jak czlowiek siedzacy juz drugi rok w cemnym pomieszczeniu... teraz ma szanse wyjsc, ale promienie swiatla sprawiaja tak wielki bol ze juz nie wie czy podazac za nim... bo krok za krokiem dociera do niego coraz wiecej swiatla... zaczyna zdawac sobie sprawe ze zaraz sie cofnie, ucieknie w ciemny kat, i zostanie juz tam na zawsze...

reggae_alive : :
mój_bunt
29 marca 2005, 00:29
mialas racje, trzeba mowic o tym. powiedzialam ale jeszcze nie rodzicom ani p. ale troche lepiej.

Ja ostatnio lapie doly, bez powodu zaczynam plakac.

trzymaj sie cieplo.
madelle
27 marca 2005, 20:18
Ale... jeśli ten człowiek, mimo bólu który sprawiają promyki słońca, będzie szedł nadal przed siebie... wyjdzie na wierzch i sama myśl o ciemności bedzie sprawiała mu ból znacznie większy niż jakiekolwiek promyki słońca... Pozdrawiam i życzę powodzenia...
27 marca 2005, 15:53
po prostu taka osoba boi sie tego co ja czeka na świetle słońca....eh czułas sie bezpieczna, bo to miałas..teraz masz cos innego?cos lepszego? może..ale nie możesz ulec stagnacji.pozdrawiam

Dodaj komentarz